TO CO JA WŁAŚCIWIE JEM?

– Skąd ty bierzesz białko?

– A kiedy ostatnio badałaś krew?
– Złamany palec? To pewnie przez ten weganizm…
– Jakby ktoś mi to gotował, to chętnie, ale tak samemu… To musi być strasznie skomplikowane?
– A dlaczego mordujesz rośliny?
– Nie brakuje ci smaku kurczaka i sera?
– A jakbyś była na dnie studni, a wokół byłyby tylko kotlety, to zagłodziłabyś się dla zasady?
I w końcu to słynne: – A co ty właściwie jesz?

Bycie weganinem/weganką może się wiązać z cyklicznym odpowiadaniem na te same pytania – dziesiątki razy.  Dosłownie dziesiątki razy. Co ciekawe, na twarzach osób pytających maluje się często przekonanie o własnej oryginalności. Nie mówię, że nie mam ochoty na te pytania odpowiadać. Zwykle staram się wczuć w sytuację rozmówcy. Z jednym zastrzeżeniem: wszystko zależy od stylu i intencji. Jeśli  ktoś pyta mnie o weganizm z agresją albo sarkazmem w tle (na szczęście zdarza się to coraz rzadziej), to odpuszczam sobie traktowanie tej rozmowy poważnie  i po prostu jej nie kontynuuję. Poza tymi przypadkami podchodzę do tematu otwarcie i mam dystans do ewentualnych żartów (oczywiście jeśli mnie nie obrażają). Nawet Potworowi zdarza się robić mi docinki, a nasze małżeństwo i szwedzka zastawa stołowa wciąż mają się jak najlepiej.

IMG_20180324_082828

Na pytanie “a co Ty właściwie jesz?”, najczęściej odpowiadam, że wszystko – poza produktami odzwierzęcymi. Dodatkowo nie jem również białej mąki, rafinowanego cukru, konserwantów i produktów mocno przetworzonych, ale zwykle nie opowiadam o tym, jeśli nikt nie dopytuje (zauważyłam, że niektórzy robią się wtedy jeszcze bardziej zszokowani albo podejrzliwi). Zdarza mi się oczywiście jeść na mieście, ale zwykle wybieram miejsca ze zdrową, wegańską kuchnią. I dobrze czuję się z takim sposobem odżywiania. Przy okazji nie zaglądam innym ludziom do talerza (chyba że znajduje się na nim coś wyjątkowo pięknego), a dla własnego komfortu staram się pamiętać o tym, że nie mam obowiązku nikomu się tłumaczyć (przypomina mi o tym również mój Potwór).

Ze względu na Ptysia i dodatkowy wydatek energetyczny w postaci karmienia piersią, moje codzienne życie jest dosyć energochłonne. Od niedawna staram się jeść w miarę regularnie i bardzo dobrze to na mnie działa. Jeśli zachodzicie w głowę jak jestem w stanie to robić przy 5-ciomiesięcznym dziecku, to mam na to trzy odpowiedzi:
1. Większość posiłków przygotowuję z samego rana, kiedy w domu jest jeszcze Potwór (Ptyś często wtedy śpi). Z reguły budzę się dosyć wcześnie, a poranki to dla mnie najbardziej efektywny czas w ciągu dnia.
2. Mam taką refleksję, że dwa lata pracy w kawiarni szybkiej obsługi idealnie przygotowały mnie do technicznych aspektów macierzyństwa. Po prostu włączam napęd atomowy i robię kilka rzeczy naraz.
3. Potrawy wegańskie są najzwyczajniej w świecie bardzo szybkie w przygotowaniu. Zrobienie śniadania nie zajmuje mi nigdy więcej niż kilka minut. A nawet jeśli coś się nie dogotuje, to przecież nie jest to mięso, którego nie możemy zjeść na surowo! Nawiasem mówiąc, uwielbiam warzywa, ugotowane al dente.

Moje posiłki zazwyczaj nie są skomplikowane. Są natomiast urozmaicone, ponieważ używam wielu produktów jednocześnie albo wymiennie – w zależności od tego, co akurat mamy w kuchni albo na co mam ochotę. A co to znaczy, że nie jem przetworzonych rzeczy? Skład produktów, z których korzystam, można zwykle zawrzeć w jednym lub dwóch słowach. Rzadko używam gotowców. Zamiast tego kroję świeże warzywa i wrzucam do garnka kaszę albo ryż. Staram się również mieć w zamrażarce ugotowaną wcześniej i podzieloną na porcje ciecierzycę oraz gotowe mieszanki warzyw.

Poza tym w naszej kuchni zawsze obecne są:

  • świeże sezonowe warzywa i owoce
  • strączki (ciecierzyca, czerwona i zielona soczewica, zielony groszek, fasola i fasolka szparagowa)
  • ryż (brązowy i biały)
  • kasze (jaglana, orkiszowa, owsiana, pęczak, jęczmienna)
  • quinoa vel komosa ryżowa
  • amarantus
  • chia
  • młody jęczmień, dodawany do koktajli (w innej postaci jest totalnie niezjadliwy!)
  • tahini i masło orzechowe
  • orzechy (laskowe, ziemne, włoskie, migdały, nerkowce)
  • nasiona słonecznika i pestki dyni

MOJE ŚNIADANIA:

 

OBIADY:

 

KOLACJE:

 

PRZEKĄSKI:

 

Jak już wspominałam tutaj, wciąż karmię Ptysia piersią. Być może więc zastanawiacie się czy musiałam wykluczyć z diety jakieś produkty? Kiedy zostaliśmy rodzicami, słyszeliśmy zewsząd sprzeczne informacje na ten temat. Niektórzy mówili nam, że strączki, cebula czy czosnek są absolutnie zakazane dla kobiety karmiącej piersią, ponieważ mogą powodować kolki (bóle brzuszka) u dziecka. Inni uspokajali, że dieta matki karmiącej to przestarzały mit i mogę jeść wszystko to, na co mam ochotę (choć oczywiście im zdrowiej, tym lepiej). Po przeanalizowaniu tematu, zdecydowaliśmy się zaufać tej drugiej opinii i nie ograniczać mojego odżywiania do ziemniaków i ryżowego kleiku. Jednocześnie obserwowaliśmy Ptysia pod kątem ewentualnych reakcji alergicznych. Złowrogie widmo kolki do tej pory nas nie dotknęło! Jeśli chcecie poczytać więcej na temat “diety matki karmiącej”, to polecam wam ten krótki i przyjemny w lekturze tekst – znajdziecie w nim plik z oficjalnym Stanowiskiem Grupy Ekspertów w sprawie zaleceń żywieniowych dla kobiet w okresie laktacji.

p.s. Więcej zdjęć moich posiłków umieszczam na bieżąco na Instagramie. A dla tych z was, którzy szukają konkretniejszych inspiracji, będę tu wkrótce wrzucać przepisy, które sprawdziły się w naszej kuchni. Bądźcie z nami!:-)

2 myśli na temat “TO CO JA WŁAŚCIWIE JEM?

  1. Bardzo podoba mi się Twoje podejście do życia i do przygotowywania posiłków 🙂 które widzę ze zdjęć są barwne i chce się je schrupać, śmiech! Mam podobną filozofię, tez lubię prostotę w kuchni i od 4 lat odżywiam się roślinne. Cieszę się, że dbasz o siebie i o rodzinę. Chętnie zobaczę Twoje przepisy i cieszę się, że na Ciebie trafiłam. Ja bardzo lubię jeść warzywa w każdej postaci, owsianki i pieczone jabłka 🙂 Jestem opiekunką psiaka Hapsa i choć nie jest ‘potworem’ też mam go czasem ochotę udusić! Dobrego gotowania i radości 🙂

    1. Och bardzo Ci dziękuję za ten komentarz! Dawno nic nie pisałam na blogu, ale myślę o tym i chcę wrócić, potrzeba mi tylko trochę przestrzeni na to. Ja też uwielbiam jabłka! 🙂
      Przesyłam pozdrowienia dla Ciebie i Hapsa, trzymajcie się zdrowo 💕.

Dodaj komentarz