STRACH PRZED PISANIEM I GŁÓD DOŚWIADCZEŃ

Dzisiaj trochę o tym dlaczego dawno do was nie pisałam.

Zakładając bloga myślałam o nim jak o swobodnej, luźnej przestrzeni – miejscu na przełamanie obaw i oporów przed pisaniem. Tak, bałam się pisać odkąd tylko pamiętam. Siadając przed pustą kartką papieru czy klawiaturą komputera, myślałam głównie o tym jak bardzo to, co napiszę, będzie niedoskonałe. Z podobnych względów przestałam również rysować (ach ten perfekcjonizm!), choć bardzo to lubiłam.

img_20190128_121229
Jeden z moich rysunków.

Kiedy zostałam mamą, czułam, że przełamanie tych obaw przyniesie mi dużo satysfakcji i wytchnienia w codziennej rutynie. Wiedziałam, że czeka mnie sporo wyzwań, ale pomyślałam, że potrzebuję jeszcze tego czegoś dla samej siebie. Wrzucenie pierwszego tekstu na bloga było dla mnie jak skok na główkę z 10 metrów do nieznanej wody. Czego się obawiałam? Oceny, wyśmiania, przykrych komentarzy… Również tego, że sama po jakimś czasie poczuję, że to, co napisałam rok temu, to (o matko!) totalne bzdury. Krytyka rosła w mojej głowie jeszcze zanim cokolwiek napisałam. Aż w końcu uświadomiłam sobie, że nie mam nic do stracenia i że to moje pisanie zapowiada się trochę jak macierzyństwo: nie jest i nie będzie doskonałe, a ja nie zawsze będę w 100 % pewna swoich wyborów i nie zawsze będę w nich konsekwentna. Wszystko to z prostego powodu: jestem człowiekiem, a w mojej naturze leży omylność i zmiana – również zmiana zdania.

Czy są na blogu słowa, które bym usunęła albo poprawiła? Oczywiście, że tak! Czy moje teksty spotkały się z przykrymi reakcjami? Nigdy mi się to nie zdarzyło. Dotarły do mnie natomiast życzliwe wiadomości od osób bardziej i mniej mi znajomych – słowa szacunku i wsparcia, których zupełnie się nie spodziewałam, a które często sobie przypominam i bardzo za nie dziękuję! Byłam pod wrażeniem tego jak pozytywnie na pomysł z blogiem zareagowali moi bliscy – jak byli dumni (a przecież to tylko kilka tekstów), cieszyli się z każdego wpisu, a potem mówili, że czekają i czytają z zapartym tchem. To była jedna z milszych rzeczy, jakich kiedykolwiek doświadczyłam.

Choć piszę po długiej przerwie, czuję się z tym ok, bo takie właśnie miało być to miejsce – bez napięcia i dostosowane do okoliczności macierzyńskiej przyrody. A ta, jak wiecie (albo się domyślacie) bywa burzliwa i chaotyczna.

Skoro już o tym mowa: dlaczego długo mnie tutaj nie było? Bo byłam po prostu… gdzieś indziej. Po wielu latach wróciłam do medytacji i treningu codziennej uważności (mam to szczęście, że Ptyś jest najlepszą nauczycielką – podobnie jak każde dziecko w jej wieku). Spotykam na tej drodze ludzi, którzy poszukują tego samego. Staram się być bardziej obecna w realu i stąd mniej czasu na bycie online – i na pisanie również. Przestrzeń i uwaga, którą dzięki temu odnajduję, jest czymś, czego zdecydowanie mi brakowało w moim codziennym pędzie.

IMG_20190127_204244.jpg

Zeszłoroczna jesień przyniosła mnóstwo cudownych dni (pamiętacie jeszcze jak było pięknie?). Cieszę się, że było tak cudownie właśnie wtedy, kiedy Ptyś zaczęła chodzić i tym samym poznawać świat z nowej perspektywy. Przystawałyśmy, aby dotknąć gałęzi, poobserwować ptaki albo usiąść na drzewie (tak, mamy to już zaliczone!💚).

Podczas spacerów praktykowałam uważne chodzenie (jeśli chcecie, napiszę o tym więcej w innym tekście) i obserwowałam jak Ptyś cieszy się wszystkim tym, co jest dla niej zupełnie nowe i fascynujące. Kiedy w mojej głowie pojawiało się znudzenie czy pośpiech, przypominałam sobie, że przecież ona doświadcza pewnych rzeczy po raz pierwszy w tak świadomy sposób! Chciałam zatrzymać się nad tym, dać jej czas na eksplorację i ten naturalny, dziecięcy zachwyt. Co więcej, mogłam być w tych doświadczeniach razem z nią. I tak oto codzienne, dziecięce odkrycia Ptysia zbiegły się z moim powrotem do praktyki uważności.

Nie tylko wróciłam do medytacji, ale także zdecydowałam się na skończenie 8-tygodniowego kursu, który zmienił moje podejście do własnego ciała, odczuć, myśli, doświadczeń, przekonań, stresu, relacji, a także po prostu bycia samego w sobie. Jesteście ciekawi o czym mówię? To jest już temat na oddzielny tekst, który wkrótce powstanie.

Trzymajcie się i bądźcie odważni, bo warto!

0 myśli na temat “STRACH PRZED PISANIEM I GŁÓD DOŚWIADCZEŃ

    1. Ojej kochana dopiero teraz przeczytałam Twój komentarz 🙈 (macierzyńskie realia!). Dziękuję Ci bardzo. I popatrz, wpis jeszcze nie powstał, taki lekki chaos u mnie 😉 Ale mam go w pamięci i postaram się to nadrobić!

Dodaj komentarz