CZASAMI ŁATWIEJ OPOWIEDZIEĆ COŚ CAŁEMU ŚWIATU NIŻ JEDNEJ, JEDYNEJ OSOBIE, KTÓREJ PATRZYSZ PROSTO W OCZY.

Niektórzy mówią, że w życiu dziecka istotne są rytuały. Jakoś nieszczególnie starałam się je stwarzać, za to kilka z nich powstało samoistnie. Na przykład ostatnio, tuż przed snem, włączamy stwora na baterie (uwierzcie mi, nie wiem co to jest – ni to żółw ni coś innego, więc pozwólcie, że nie będę precyzować) – lampkę z wyciętymi w skorupce gwiazdkami. Przez kilka chwil obserwujemy księżyc i uproszczone gwiazdozbiory, które układają się na suficie i ścianach sypialni. M. mówi “nie ma!”, mając na myśli księżyc, który dostrzega dopiero po chwili i wskazuje go palcem, czemu towarzyszy głośne “tam!”. Próbuje go dosięgnąć, a potem robi “yyyyy”, chcąc dać mi do zrozumienia, że światła są zbyt wysoko, że nie da rady. W końcu poddaje się i trochę rozmawiamy, leżąc na łóżku i wgapiając się w ten nasz udawany nieboskłon. Po krótszej lub dłuższej chwili małe ciałko wtula się we mnie i M. powoli, powoli zasypia. 

Przypominam sobie wtedy te momenty, kiedy całe moje życie robiło nagle spektakularne “STOP”, a ja rozpływałam się, patrząc w ciemnogranatowe (prawie czarne) niebo. Czasami dostrzegałam na nim swój ulubiony gwiazdozbiór. Innym razem tylko pełną lub lekko nadgryzioną taflę księżyca. Myślałam wtedy: “hej, jesteś!”, a łzy napływały mi do oczu z jakichś tajemniczych otchłani. Chłód białego światła opływał moją skórę, falował i przenikał głębiej. Po raz pierwszy od dawna czułam swoje ciało. To były bardzo tajne spotkania. Nie wiedziałam jak miałabym je opisać i oddać. I komu miałabym je opisać i oddać? Bałam się, że ta nieodgadniona głębia, którą kawałek po kawałku pochłaniałam, okaże się nagle zwyczajną kałużą, pełną kiczu i brudnej wody.

Czasami jednak rosła we mnie tęsknota za tym, żeby ktoś (nie byle jaki ktoś) wślizgnął się do tego obrazka i trącił mnie delikatnie jak kot, a potem złapał moją rękę i spojrzał w tę samą, ciemnogranatową przestrzeń. Czułabym pulsowanie jego lodowatej dłoni i wiedziałabym, że rozumie. Z tym prawie czarnym niebem w źrenicach było mi pewniej i bezpieczniej niż z całym światem pod stopami.

Kiedy otwieram oczy, M. głęboko śpi. Ciepło jej oddechu kontrastuje z chłodem powietrza, które sączy się przez okno w sypialni. Zastanawiam się czy moje włosy też tak pachniały i czy byłam kiedyś tak miła w dotyku jak ona? Czy lubiłam wcinać maliny na obiad i wspinać się bez cienia strachu przed tym, że upadnę? Czy posyłałam buziaki ślimakom i pająkom, a potem wskakiwałam w sam środek fontanny, nie martwiąc się o to, co dalej? Czy pędziłam przed siebie z otwartymi ramionami, przekonana, że otacza mnie bezpieczna i w pełni “moja” przestrzeń? 

Zamyślam się nad tym i czuję jak bardzo jest mi to obce i bliskie jednocześnie. 

Zapach włosów, ciepło oddechu, chłód dłoni, łzy i niebo w moich oczach – to wszystko razem jakby kłębi się we mnie i jest zbudowane z tej samej energii. Myślę: “jestem przy Tobie” – i czuję, że jestem.


Dodaj komentarz