ZDĄŻYĆ PRZED BOBASEM

Czas pędzi mi ostatnio w takim tempie, że nie nadążam z aktualizacją kalendarza na lodówce. Po części z tego powodu nastała cisza na blogu. Dziękujemy za sygnały o tęsknocie! Muszę przyznać, że ja również mocno się stęskniłam za pisaniem – szczególnie, że kilka ważnych tematów wisi w mojej głowie. Postaram się nadrabiać jak tylko będzie okazja.

Tymczasem szybki skrót tego, co was ominęło:

PIERWSZE WSPINACZKI

Gdyby moje życie było filmem, miałoby teraz tytuł “Zdążyć przed bobasem”. Ptyś rozwija się w zawrotnym tempie. Swobodnie przemieszcza się po całym mieszkaniu, a najbardziej lubi wdrapywać się na wszelkie pionowe powierzchnie – włącznie z rodzicami. Mam wrażenie, że jej świat przypomina ściankę wspinaczkową, a ona dąży do swoich celów z uporem i energią godną samego Alaina Roberta. Oczywiście nie sposób uniknąć wszystkich upadków – i chyba nie o to chodzi. Chociaż początkowo towarzyszyła mi wizja oklejenia całego mieszkania (potrzebowalibyśmy około 2 kilometrów gąbki), ostatecznie wyszliśmy z założenia, że na co dzień żyjemy w świecie bez kasków czy miękkich kantów i że z taką rzeczywistością trzeba się zmierzyć – wspólnie z niemowlakiem. Zainstalowaliśmy tylko podstawowe zabezpieczenia w postaci zaślepek na kontakty i ochraniaczy na rogi mebli. I po prostu jesteśmy czujni.

IMG_20180706_113427

PIERWSZE DŁUŻSZE SPACERY

Błogosławieństwo w postaci spacerówki i pięknej pogody pozwala nam częściej (i na dłużej) wychodzić z domu. Poza tym Ptyś bardzo polubiła podróże komunikacją miejską, dlatego często decydujemy się na autobus zamiast samochodu. Jest o niebo lepiej niż w zimie, kiedy praktycznie każdy spacer kończył się dramatem i sprintem do domu… Kocham taką swobodę i wiosenno-letnią aurę!

„PIERWSZE RAZY” Z BLW

Za nami prawie trzy miesiące rozszerzania diety, a Ptyś poznała już tak wiele nowych smaków!

Ziemniak, tofu, brokuł, kalafior, jarmuż, awokado, batat, mango, gruszka, jabłko, banan, czerwony banan, porzeczki, płatki owsiane i jaglane, pasta kokosowa, kasza gryczana, jaglana, orkiszowa, jęczmienna, komosa ryżowa, bezcukrowe muffiny jaglano-buraczane i dyniowo-amarantusowe, naleśniki orkiszowe, gryczane i amarantusowo-orkiszowe, papryka, seler, pietruszka, cieciorka, czerwona i zielona soczewica, kukurydza, bób, fasolka szparagowa, marchewka, pomidory w różnych odmianach, szparagi, szpinak, cebula, czosnek, burak, kalarepa, tahini, masło orzechowe, pestki słonecznika i dyni, siemię lniane, chia, orzechy włoskie, fistaszki i nerkowce, chleb żytni, domowy chlebek gryczany, sałata, makaron żytni, gryczany, orkiszowy, fasolowy i kukurydziany, pierogi z borówkami, placuszki soczewicowe i ciecierzycowe, uff… na pewno coś pominęłam!

Ukradkiem, ale z niezmienną fascynacją zerkamy na jej reakcje i zauważamy już pierwsze preferencje smakowe (które pewnie zmienią się jeszcze milion razy). Dostrzegam też jak ważny jest ogólny stan psycho-fizyczny dziecka podczas posiłków. Ptyś wprawdzie jeszcze nigdy nie chorowała, ale wystarczy trudniejszy dzień z ząbkowaniem, zmęczenie lub zwyczajna senność i nie ma ochoty na jedzenie. Warto pamiętać o tym, że dziecko, podobnie jak my, ma prawo do swoich nastrojów, a już tym bardziej do tego, żeby nie chcieć czegoś zjeść.

Bardzo się cieszę, że wybraliśmy sposób rozszerzania diety, który na pierwszym miejscu stawia samoregulację oraz zaufanie w umiejętności i odczucia dziecka. Jeśli jesteście zainteresowani tym tematem, koniecznie przeczytajcie o tym tutaj. Polecam wam również książkę “Self-Reg” Stuarta Shankera. Warto się z nią zapoznać nawet jeśli nie jesteście rodzicami – po prostu dla siebie.

PIERWSZE SZTUĆCE

Nie do końca byłam pewna kiedy po raz pierwszy zaproponować Ptysiowi łyżeczkę lub widelec. Z obserwacji wiem, że niektórzy rodzice robią to od samego początku rozszerzania diety, inni natomiast czekają trochę, aby maluch mógł przez pewien czas poeksplorować jedzenie wyłącznie rączkami. Nie znalazłam nigdzie konkretnych wytycznych na ten temat, dlatego zdaliśmy się na swoją intuicję. Nie korzystamy ze sztućców przy każdym posiłku, ale proponujemy je coraz częściej. Na razie to my nakładamy na nie jedzenie, a potem Ptyś już sama kombinuje. Tak jak ze wszystkim, co dotyczy posiłków, dajemy jej czas na obserwację (przygląda się w jaki sposób my jemy)  i przestrzeń do ćwiczeń.

IMG_20180703_143324
Sztućce to przy okazji znakomite obiekty latające!

PIERWSZE POSIŁKI POZA DOMEM

Kilka razy jedliśmy już w trójkę poza domem: w restauracji, na kocyku, a nawet na pierwszym w życiu Ptysia weselu (pozdrawiamy Państwa Młodych!). Te chwile były dla mnie bardzo miłą odskocznią od codziennej, domowej rutyny. Ptyś z zainteresowaniem chłonęła nowe doświadczenia. I nie tylko ona. Otoczenie również wydawało się zafascynowane procesem jej jedzenia. Jest to dla mnie zrozumiałe, ponieważ sama często nie mogę oderwać od niej oczu:-) Pamiętajmy jednak, aby nie zaczepiać malucha nadmiernie w takich sytuacjach. To rozprasza i zwiększa ryzyko zadławienia.

Z okazji wesela przetestowaliśmy po raz pierwszy słuchawki dla niemowląt, które tłumią dźwięki nie wyciszając ich zupełnie, żeby dziecko nie czuło się nieswojo z absolutną ciszą wokół siebie. Trochę się obawiałam, że będą Ptysiowi przeszkadzać, ale sprawdziły się dobrze. Są miękkie i lekkie, a co za tym idzie – wygodne. Planujemy z nich skorzystać również podczas podróży samolotem, która czeka nas we wrześniu (tak, szykuje się niezła przygoda!).

IMG_20180705_203443

PIERWSZE BOBO-MIGI
Kilka tygodni temu byłyśmy z Ptysiem na zajęciach z bobo-migów, czyli uproszczonego języka migowego dla niemowląt. Jego założeniem jest możliwość obustronnego kontaktu z dzieckiem, które nie używa jeszcze słów, natomiast – dzięki koordynacji ręka-oko – jest w stanie pokazać nam proste pojęcia, takie jak “jeść”, “pić”, “mama”, “pies” czy “miś”. Umiejętność ta pojawia się zwykle w 9. miesiącu życia, ale znaki migowe można wprowadzać już od 6. miesiąca, aby maluch miał możliwość skojarzenia ich z konkretnymi sytuacjami. Było to dla nas bardzo ciekawe doświadczenie – nie tylko ze względu na tematykę, ale również możliwość kontaktu z innymi niemowlakami. Znaki z poszczególnymi pojęciami można odnaleźć na YouTube (np. tutaj).

bobo-migi.png
“Ptak”. Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=IzEim3aW254

Są bardzo intuicyjne i łatwo je zapamiętać. My stosujemy na razie kilka podstawowych, ale postaramy się poszerzać słownik i oczywiście damy wam znać, kiedy Ptyś „zamiga” swój pierwszy znak.

PIERWSZE HUŚTAWKI

Niemal od samego początku lubimy się huśtać razem (mieścimy się w trójkę na dużej, okrągłej huśtawce na pobliskim placu zabaw). Może to dlatego, że tuż przed porodem wybraliśmy się z Potworem właśnie na huśtawki? Odkąd Ptyś samodzielnie siada, szaleje już na nich sama, z naszą małą asekuracją. Widzę też, że wciąga ją powoli klimat placów zabaw i towarzystwo dzieci, które tam spotykamy.

IMG_20180605_142118_009

PIERWSZE KSIĄŻECZKI

Mimo że staramy się nie zasypywać Ptysia milionem bodźców, repertuar zabawek w naszym domu znacznie się poszerzył. Niektóre z nich wzbudzają większe zainteresowanie, inne czekają chyba na lepszy moment. Rozrasta się również Ptysiowa biblioteka, choć książki wciąż są raczej potencjalnym obiektem do pożarcia niż oglądania. Mimo wszystko mamy już kilka przeczytanych lektur na koncie. Świat książek dla dzieci totalnie mnie zachwycił – nie tylko z powodu przepięknych ilustracji (ach!), ale również tematyki, która jest w nich poruszana. Naprawdę trudno się powstrzymać przed zakupem, dlatego kilka z nich kupiłam trochę “na wyrost” i czekają na półce aż Ptyś podrośnie.

IMG_20180704_124807

Trudno zamknąć w słowach intensywność ostatnich dni. Życie z niemowlakiem jest z dnia na dzień coraz bardziej fascynujące! Ptyś praktycznie codziennie doświadcza czegoś po raz pierwszy, a my możemy jej w tym towarzyszyć i od czasu do czasu sami na nowo zachwycić się czymś z pozoru banalnym i bardzo dobrze nam znanym.

ARTYKUŁ NA WP KOBIETA

Na koniec opowiem wam trochę o czymś, co mnie osobiście zdarzyło się po raz pierwszy. Mam na myśli wywiad, którego udzieliłam dla Wirtualnej Polski, dzięki rekomendacji Asi z bloga Mama na roślinach. Owocem jest artykuł na temat wegańskiego macierzyństwa, do którego lektury bardzo was zachęcam!

Mimo że wiele się zmieniło na przestrzeni ostatnich kilku lat, weganizm bywa jeszcze odbierany jako kontrowersyjny wybór. Spodziewałam się lekkiej burzy w reakcji na artykuł o tej tematyce, ale muszę przyznać, że ogrom hejtu i (delikatnie mówiąc) dezaprobaty w komentarzach trochę wgniótł mnie w ziemię… Jednocześnie otrzymałam mnóstwo wsparcia i ciepłych słów ze strony bliskich, dzięki czemu mogłam sobie przypomnieć z jaką akceptacją i sympatią spotykam się na co dzień. A to jest dla mnie najważniejsze. Bardzo wierzę w to, że Ptyś będzie mogła dorastać otoczona przez ludzi, którzy szanują i doceniają różnorodność, a świat “inności” to dla nich po prostu naturalny świat.

Wspomniany artykuł znajdziecie TUTAJ.

Dodaj komentarz